Zapomniani żołnierze. Służba Jana Korytko w Polskich Oddziałach Wartowniczych przy armii amerykańskiej w Niemczech
Kategoria
Polacy na emigracji
Przekazane przez
Jan Korytko
Sygnatura
IPN WR 470/143
Jan Korytko w okresie służby w kompanii wartowniczej, Bad Aibling (Bawaria), 1946 r.
Wiosną 1945 r., gdy działania wojenne w Europie dobiegały końca i wojska alianckie przystąpiły do okupacji Niemiec rozpoczęto formowanie oddziałów wartowniczych przy armii amerykańskiej. Była to służba pomocnicza przeznaczona m.in. do ochrony magazynów i składów materiałowych, pilnowania niemieckich jeńców i zbrodniarzy wojennych, obsługi konwojowej i eskortowej. Oddziały te tworzono z obywateli państw alianckich znajdujących się na wyzwalanych terenach w charakterze jeńców wojennych, więźniów obozów koncentracyjnych lub robotników przymusowych m.in. Polaków, Czechów, Słowaków, Jugosłowian, Greków, czy obywateli państw nadbałtyckich. Polskie oddziały tworzono również z wziętych do niewoli Polaków służących w Wehrmachcie, żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, czy uciekinierów z kraju. Do służby wstępowano na podstawie indywidualnych kontraktów. Członkom oddziałów zapewniano umundurowanie, zakwaterowanie, wyżywienie i niewielki żołd, a także umożliwiano kontynuowanie przerwanej nauki oraz zdobycie zawodu. Za kontakty i komunikację z dowództwem amerykańskim odpowiadali oficerowie łącznikowi skupieni w polskich sekcjach łącznikowych. Zadaniem sekcji było dbanie o interesy żołnierzy polskich w tym zapewnienie opieki konsularnej i prawnej. Szczytowy punk rozwoju kompanii wartowniczych nastąpił na przełomie 1946 i 1947 r., kiedy stan liczbowy służących w nich żołnierzy osiągnął ponad trzydzieści tysięcy. Po tym okresie przystąpiono do stopniowej likwidacji oddziałów, co ostatecznie nastąpiło dopiero w 1989 r.
Jednym z pierwszych wartowników tej formacji w Niemczech był Jan Korytko, były robotnik przymusowy III Rzeszy. Urodził się 23 maja 1925 r. w Woli Węgierskiej, pow. Jarosław, gdzie dorastał w religijnej rodzinie chłopskiej. Jego rodzice mieli jedenaścioro dzieci. Gdy wybuchła II wojna światowa domowników zaczęło ubywać. Najpierw niemieccy najeźdźcy aresztowali najstarszego brata Stanisława. Następnie Sowieci próbowali zgwałcić siostrę Klementynę, przebywającą w zakonie w Jazłowcu. Zmarła siostra Monika. W kwietniu 1941 r. Jan wraz z siostrą Władzią zostali aresztowani w Pruchniku, pod bronią przewiezieni do Kańczugi, a stamtąd do Krakowa. Tu zostali rozdzieleni. Przeszli segregację, która miała na celu oddzielenie Żydów od reszty aresztowanych osób, a następnie poddani zabiegom higienicznym wraz z goleniem wszelkich owłosionych miejsc na ciele. W dalszej kolejności zostali skierowani przez Krajowy Urząd Pracy Dystryktu Krakowskiego na roboty przymusowe do Niemiec.
Jan Korytko, Würzburg (Bawaria), 1941 r.
27 kwietnia 1941 r. o godz. 13.15 Jan i Władysława, tym samym transportem lecz w innych wagonach, zostali wywiezieni z Krakowa do Würzburga (Bawaria). Po dotarciu na miejsce wszystkich zaznajomiono z obowiązującymi ich zasadami oraz karami jakie grożą m.in. za słuchanie zagranicznych audycji radiowych, sympatyzowanie z Niemkami, czy przemieszczanie się bez stosownych przepustek. Następnego dnia tamtejszy urząd pośrednictwa pracy zorganizował przydział do poszczególnych miejsc pracy przymusowej. Jan trafił do gospodarstwa ogrodniczego prowadzonego wówczas przez 66 letniego mężczyznę o nazwisku Dicker, który jednocześnie pełnił funkcję prezesa ogrodników w powiecie. Był to człowiek wierzący, co dawało nadzieję na dobre traktowanie. Pracował przy uprawie roślin w inspektach (z rozsadą ogórków sałaty i rzodkiewki). Mimo odcięcia od informacji docierały do niego wieści o kolejnych podbojach Hitlera w Europie, dostarczane mu przez niemieckich pracowników gospodarstwa. Te hiobowe wieści napawały go trwogą, aż do chwili, gdy nastąpił atak III Rzeszy na ZSRS i Niemcy zaczęli odnosić porażki. Słychać było pomstowania wśród niektórych pracowników gospodarstwa Dickerów.
Przez cały okres pobytu na robotach często ogłaszano alarmy lotnicze, zarówno w dzień jak i w nocy. Jan Korytko najbardziej zapamiętał noc 16 marca 1945 r. Dotychczas nietknięty przez wojnę Würzburg został zbombardowany przez lotnictwo brytyjskie. Naloty aliantów trwały jeszcze kilka dni. Zniszczeniu uległo 90 procent zabudowy miasta, które zyskało miano „Grobu nad Menem”. Panika, krzyk i przerażenie, bomby burzące, zegarowe i zapalające, gryzący dym, zabici i ranni. Wspomnienie to do dziś budzi u niego ogromne emocje. Radość z porażki Niemców mieszała się z lękiem o zachowanie własnego życia, kobiet i dzieci.
5 kwietnia 1945 r. wojska amerykańskie zdobyły Würzburg. Kilka dni później wyzwolono ciemiężonych Polaków i ludzi innych narodowości, lecz wojna trwała nadal. Jan Korytko skorzystał z propozycji amerykańskiego podoficera polskiego pochodzenia, Jana Przybyły – szefa polowej piekarni wojskowej i zgłosił się do pracy przy wypieku chleba. Szybko poznał technologię wyrobu pieczywa i życie wojskowe. Po jakimś czasie trafił do Metzu (Francja), gdzie zastał go koniec II wojny światowej, obwieszczony długim i donośnym biciem kościelnych dzwonów. Niedługo po tym został przerzucony do Norymbergi, gdzie pracował przy rozładunkach i załadunkach żywności pochodzącej z UNRRA – organizacji niosącej pomoc krajom dotkniętym wojną i uchodźcom wojennym. Z czasem zadanie to przejęli niemieccy jeńcy, a Jan Korytko został przydzielony do kompanii wartowniczej. Był jednym z pierwszych żołnierzy nowo tworzonej polskiej formacji przy armii amerykańskiej w Niemczech.
Jan Przybyła (pierwszy z prawej), Amerykanin polskiego pochodzenia, szef polowej piekarni, Würzburg (Bawaria), 1945 r.
Jan Korytko (w środku) z kolegami z okresu pracy w piekarni, Würzburg (Bawaria), 1945 r.
Piotr Przybyła (od prawej) z polskim kolegą, Würzburg (Bawaria), 1945 r.
Kolega z polskiej kompanii wartowniczej na służbie, 1945/1946 r.
Po umundurowaniu w mundury amerykańskie, uzbrojeniu w krótkie karabiny wielostrzałowe i przeszkoleniu strzegł żywności dostarczanej przez UNRRA w obozach niemieckich jeńców wojennych w Schongau, Bad Aibling i Hershing (prawdopodobnie chodzi o Herrsching am Ammersee). Warta trwała cztery godziny na dobę. W Bad Aibling zagrożenie w trakcie pełnienia służby stanowiły uzbrojone oddziały niemieckie, które jeszcze w 1946 r. skrywały się w pobliskich Alpach, a nocą przychodziły do wiosek i pod obóz w celu zdobycia żywności. Kolega z innej kompanii zginął z ich rąk. W Hershing konwojował niemieckich jeńców do pracy w ogrodzie lub wyrębie lasu. Za niedopilnowanie i zbiegostwo jeńców groziła kara więzienia. Widmo surowych sankcji, trudne warunki bytowania, wojenna trauma i tęsknota za rodziną spowodowały, że Jan Korytko zaczął myśleć o powrocie do ojczyzny. 23 grudnia 1946 r. przekroczył próg rodzinnego domu.
Jan Korytko w okresie służby w kompanii wartowniczej, Schongau (Bawaria), 1946 r.
Jan Korytko w okresie służby w kompanii wartowniczej, Bad Aibling (Bawaria), 1946 r.
Jan Korytko (pierwszy z lewej) w okresie służby w kompanii wartowniczej, Bad Aibling (Bawaria), 1946 r.
Polska Kompania Wartownicza przy armii amerykańskiej w Schongau (Bawaria), 1946 r.
Wiosną 1947 r. Jan Korytko został zatrudniony w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Brzezie koło Oleśnicy. Jednocześnie kontynuował przerwaną wojną edukację, najpierw w gimnazjum ogrodniczym, a następnie w Technikum Ogrodniczym w Prószkowie koło Opola. Po kilku latach podjął naukę w Wyższej Szkole Rolniczej we Wrocławiu, której z przyczyn zdrowotnych nie ukończył i studium ekonomiczno-rolniczym we Wrocławiu i Poznaniu. Zawsze był pilnym uczniem, sumiennym pracownikiem i uczciwym człowiekiem. Miał zamiłowanie do ogrodnictwa, które nabył w trakcie pobytu na robotach przymusowych w Niemczech. Ogrodnicze hobby, kierunkowe wykształcenie i talent organizacyjny sprawiały, że zawsze pracował na stanowiskach kierowniczych w sieci socjalistycznych gospodarstw rolnych. Wyznawane wartości chrześcijańskie i niechęć do komunizmu powodowały, że nawet pod presją, kosztem intratnej posady i stabilizacji nie ugiął się i nie wstąpił do żadnej organizacji partyjnej. Szykaną za tę bezkompromisową postawę, mimo dobrych wyników produkcyjno-finansowych, było przenoszenie wraz z rodziną z PGR-u do PGR-u m.in. w Pawłowicach, Ligocie Polskiej, Posadowicach, Pągowie, Jastrzębie (u) i tak przeszło dziesięć razy. Jak podkreślił nie zniósłby tej tułaczki, gdyby nie kochana, wyrozumiała żona Emilia i wspaniałe dzieci: Terenia, Basia i Piotr. Własnego domu w Namysłowie Korytkowie dorobili się dopiero na emeryturze.
Jan Korytko z żoną Emilią, 2 kwietnia 2024 r., Namysłów. Fot. Joanna Dardzińska
Jan Korytko często oglądał ocalałe zdjęcia i wracał myślami do czasu wojny i służby w kompanii wartowniczej. Materiały, które postanowił przekazać zostały zdigitalizowane i włączone do zasobu Oddziałowego Archiwum IPN we Wrocławiu pod sygnaturą IPN WR 470/143. Łącznie 36 zdjęć uzupełnia znikomą spuściznę źródłową na temat służby kilkudziesięciu tysięcy polskich żołnierzy u boku armii amerykańskiej w czasie i po II wojnie światowej. Warto podkreślić, że wciąż istnieją trudności z ustaleniem daty formowania i określeniem łącznej liczby polskich kompanii wartowniczych w Niemczech i służących w nich osób.
Fotografie Jana Korytki dotyczące okresu służby w Polskich Oddziałach Wartowniczych przy armii amerykańskiej w Niemczech, przekazane do zasobu archiwalnego IPN w ramach projektu Archiwum Pełne Pamięci, 2 kwietnia 2024 r., Namysłów. Fot. Joanna Dardzińska