Pamiętamy

IPN BU 1467/224

Przekazujący: Iwona Barke vel Berg

1 sierpnia 1944 roku był piękny, letni dzień. Jechałyśmy tramwajem po obiedzie, kiedy zaczęła się strzelanina na Marszałkowskiej. To była godzina zero – 17.00. Godzina, kiedy rozpoczęto akcję zbrojną
w Warszawie. Ludzie szybko wysiadali i szli do piwnic. Ja schowałam się w kamienicy na rogu Skorupki
i Marszałkowskiej, w piwnicy.
I tak zaczęło się moje życie w powstaniu.
Bez jedzenia, bez wody, bez pieniędzy, w letnim ubranku… Spałyśmy w kucki, niczym nieprzykryte… Jadłyśmy, co łaskawie ktoś nam dał z litości…
Powrót do domu na Mokotów, na ulicę Szustra (od 1951 r. jest nazywana Dąbrowskiego) był niemożliwy
z powodu silnego ostrzału. Każdy, kto szedł (nawet z rękami do góry), był zabity.
Szybko powstawały barykady, nawet tramwaje przewracano, meble z okien rzucano, żeby Niemcy nie mogli widzieć, co powstańcy robią. Kręciłam się po ulicy… Kiedy znalazłyśmy puste butelki i chodziłyśmy po wodę, szukałyśmy kranów. Ludzie nawzajem informowali, gdzie leciały resztki wody. Najpierw zjedzono konie, później psy, na koniec koty.
Z początku jeszcze coś dostawałam od ludzi do jedzenia, potem już tylko łyżkę cukru dziennie z litości.
W stołówce powstańczej nie miałam prawa do posiłków, bo nie brałam udziału w akcji, tylko powstańcy mogli tam przychodzić.
Po kilku dniach zgłosiłam się do komendanta jednego z oddziałów powstańczych, aby współpracować
z nimi, ale otrzymałam odmowę z uwagi na wiek. Miałam 13 lat.
Dni były podobne jedne do drugich, pod ostrzałem, pod lecącym bombami ze sztukasów (samoloty niemieckie). Lotniska były wokół Warszawy. Zrzucali bomby na domy. Taka bomba potrafiła pół domu skosić.
W chwilach przerwy przemieszczałam się po różnych ulicach przy Marszałkowskiej, żeby nie siedzieć bez przerwy w piwnicy. W piwnicach był tłok. Patrzyłam na rannych na noszach bez rąk, bez nóg…
Napisałam list do mojej matki, która była na Mokotowie, że jestem w piwnicy na ulicy Skorupki. Harcerze, którzy chodzili kanałami (jeszcze w połowie powstania były czynne), przekazali go mojej mamie. Tą samą drogą otrzymałam od niej odpowiedź. W połowie powstania kanały zaczęły być obrzucane granatami
i komunikacja się urwała.
Dni płynęły… Mokotów szybciej się poddał. Wyprowadzono moją matkę razem z innymi mieszkańcami Mokotowa, którzy przeżyli (połowa zginęła) do obozu przejściowego pod Warszawą. Zaczął się okropny głód i mordowanie ludzi.
Z przylegających dzielnic do śródmieścia uciekali poparzeni, ranni ludzie, którzy opowiadali o miotaczach ognia i rozstrzeliwaniu ludzi pochowanych w piwnicach. Niemcy szli i miotaczami ognia palili ludzi
w piwnicach. To były jednostki SS, najbardziej brutalne. Warszawa była oblężona przez jednostki
SS i Wermachtu. Pomagali im Kozacy z ROA i bandy militarne UPA (Ukraińcy). Kiedy kuchnię powstańcy przenieśli na pobliski teren przy ul. Skorupki, zostałam tam zaprowadzona przez litościwego powstańca. Prosił, abym dostawała dziennie pół talerza zupy – to była zupa owocowa z powideł z kluskami. […]
Kiedy się raz wybrałam w pobliże Placu Trzech Krzyży na końcu ulicy Mokotowskiej przy barykadach były krany, gdzie jeszcze kapała woda. Trzeba było wyjść przed barykadę, kilka metrów bez ochron. Kiedy próbowałam tam przebiec, czołg, który stał za rogiem, skierował lufę do mnie i wystrzelił serię z karabinu maszynowego. Instynktownie kucnęłam. Spalił mi włosy na czubku głowy. Zemdlałam.

Iwona Barke vel Berg
Warszawa, 1 sierpnia 2011 r.


 

14 sierpnia 2020 roku pani Iwona Barke vel Berg ofiarowała Archiwum IPN swoje wspomnienia z okresu powstania warszawskiego. Pani Iwona miała wówczas 13 lat i mieszkała z rodziną przy ulicy Szustra, obecnie Dąbrowskiego. W tekście przywołała z pamięci wstrząsające wydarzenia ze stolicy widziane z perspektywy dziecka, rozdzielonego z najbliższymi, głodnego, poniewieranego, ukrywającego się w piwnicach, byleby tylko uniknąć śmierci.

Po kapitulacji została uratowana przez Czerwony Krzyż, przez kilka dni dochodziła do siebie, po czym razem z innymi warszawiakami wyruszyła w kierunku obozu przejściowego w Pruszkowie – Dulag 121. Po krótkim czasie bydlęcymi wagonami przewieziono ją do Krakowa, gdzie tamtejszy Czerwony Krzyż wysłał ją do Bochni. Tam znalazła schronienie w willi pewnego małżeństwa. Wiosną 1945 roku panią Iwonę odnalazła jej matka Janina i razem wróciły do stolicy, gdzie ich dom, choć ucierpiał w trakcie okupacji, to jednak szczęśliwie ocalał.

Z kolei jej ojciec Zdzisław Buchman, oficer rezerwy, został powołany do Wojska Polskiego. Uniknął wywiezienia do Katynia i wstąpił do podziemia. Brał czynny udział w akcjach przerzucania żywności do getta, na czym został przyłapany i aresztowany przez Sicherheitspolizei (SiPo, Policja Bezpieczeństwa) i Sicherheitsdienst (SD, Służba Bezpieczeństwa). Osadzono go najpierw na Pawiaku, po czym 24 lipca 1941 roku przewieziono go do
KL Auschwitz. 29 września 1944 roku wyruszył z transportem do KL Buchenwald, do którego dotarł 1 października. Udało mu się przetrwać trudy obu obozów, jednak nadszarpnięte zdrowie spowodowało, że zmarł niedługo po zakończeniu wojny.